niedziela, 1 marca 2015

"Ramy sramy", "Moc kosy" i inne takie - czyli jak zagadać nauczyciela.

Z racji kończących się ferii postanowiłem napisać tekst o tym, w jaki sposób zagadać nauczyciela na lekcji. Nie raz odczuwaliście stan, kiedy mieliście już dość tematu lekcji i chcielibyście porozmawiać na jakiś luźny temat, pośmiać się i zrobić coś destrukcyjnego. Spokojnie, znam sposoby na to, aby lekcja w skrajnych przypadkach tak właśnie wyglądała :)

#Oderwij skorupę żółwia z twarzy nauczyciela.
W tym punkcie mam na myśli powodowanie sytuacji, w której ujrzymy prawdziwe oblicze swojego nauczyciela. Warto zobaczyć co owego śmieszy, bawi, denerwuję, a co powoduję smutek i współczucie. Od tego własnie należy zacząć aby wiedzieć w jaki sposób odnosić się do danej osoby.
W końcu są różne typy nauczycieli o czym jak będziecie chcieli, napiszę w kolejnym poście :)
Wracając jednak do tematu, czas zająć się dalszą częścią mojego "projektu"

#Śmiech to zdrowie, czy jakoś tak.
Patrząc na moją sytuację w szkole i klasie, najważniejsze jest to aby było zabawnie. Nie chodzi mi jednak o ubliżaniu i poniżaniu nauczyciela. Wiem, to może być zabawne ale do czasu. Warto postawić na dość inteligentny sposób żartu. Nie wystarczy jednak opowiadać dowcipy. W tym przypadku trzeba się nieco wysilić :)) Jak wspomniałem wcześniej, musimy poznać nauczyciela, dlatego też używać należy takich tekstów, opowiadać i przykładów z życia, które ukażą banana na kamiennej twarzy zagorzałego fizyka.

#Przedmiot pomocną dłonią w wyborze  sposobu rozdrażniania.
W związku z tym, że w szkole obecnie jest wiele przedmiotów, warto dostrzec w nich pozytywne aspekty i użyć ich jako broni w czasie zagadywania. Z racji mojego zawodu (gastronomia), miewam nawet 4 godziny pod rząd z jednym nauczycielem/wychowawcą. Gdyby tego było mało, okazuje się, że będziemy mówić o tym samym bo przedmiot jest taki sam. No i co tu zrobić? Warto zacząć opowiadanie swoich przypadków związanych z zepsutym jedzeniem kupionym w sklepie, o szybkim zepsuciu się mleka w lodówce... Sposobów jest wiele, wierze w to, że Wasza wyobraźnia nie zawodzi w tym przypadku :)

#Robienie z siebie błazna też potrzebne.
Nie mówię od razu, aby nauczyciele zobaczyli, że jesteście niewartościowymi ludźmi. Nie w tym rzecz. Gdy już się jednak poznacie i jesteś uznawany za dość dobrą, koleżeńską i sratatam osobą, warto czasami pokazać, że ma się do siebie dystans. Nie wiem jak wy, ale ja korzystam na tym często. Klasa oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że jakich głupot bym nie mówił, jest to tylko prowokacją aby minęła lekcja. Dlatego też, wiedzą, że nie jestem głupi tylko po prostu chce aby lekcja minęła. Są pewni mi nawet wdzięczni za to, że mogli sobie spokojnie pogadać i się pośmiać.

#Co za dużo to nie zdrowo
Faktem jest, że na takiej lekcji robi się bardzo miło i przyjemnie, jednak czy chcemy nic nie wynieść z lekcji? Warto się czegoś nauczyć! To jest nam potrzebne, bo w końcu w kim leży przyszłość świata. Właśnie w Nas! Wiem. Może moje podejście jest zbyt skrajne, ale wyobraźcie sobie co dzięki naszej nauce możemy osiągnąć :)


#Podsumowując
Gdy mamy już dość, a z Naszego mózgu powstaje jajecznica, warto zrobić coś co pomoże nam przetrwać ten dzień. Należy jednak używać tych sposobów w granicach przyzwoitości. Trzeba pokazać nauczycielowi, że też mamy umiar w Naszych żartach.

A wy, macie jakieś sposoby na to, aby lekcje nie przytłaczały swoimi tematami? Jeżeli tak to podzielcie się! Czekam i liczę na Was! Pozdrawiam :))

3 komentarze:

  1. Oj nie pytaj co my robiliśmy (prócz wagarów na które zapraszaliśmy wychowawcę, ale odmówił (odmówiła w zasadzie)... :D
    Raz chcieliśmy zrobić żart nauczycielce od towaroznawstwa i wrzuciliśmy do dziennika żywą żabę. Sęk w tym, że na lekcji ona nie wyskoczyła... dosłownie przewertowaliśmy kartkę po kartce i nic... dwa tygodnie później spłaszczona, sucha i zdechła oczywiście znalazła się na liście obecności, którą otworzył facet z chemii :D
    Innym razem nagrywaliśmy taki ostro piszczący dźwięk na telefon i puszczaliśmy za każdym razem kiedy facet od matematyki otwierał szafę. ( a ona piszczała jeszcze gorzej) i się nauczyciel wkurzał bo nie wiedział what the foczka. Ale jego można było zagadać samym stwierdzeniem, że się wierzy w duchy. No i już wpadał w swój żywioł. Na religii graliśmy z księdzem w państwa miasta, który jako jedyny znał kolor na "o" (oczojebny) no i takie tam :P aaaa jeszcze jak facet z angielskiego chciał komuś wpisać 1 na koniec semestru to się mówiło - grozisz mi? (to akurat w żywieniówce :D )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że przedmioty gastronomiczne są nieźle pozytywnie nastawione. Uczeń jak i nauczyciel daje coś fajnego od siebie. Aż po prostu zaczyna mi już tej szkoły brakować, mimo, że jeszcze rok przede mną :P Świetne masz historię hahaha. Ubawiłem się czytając to! Dzięki ;)

      Usuń
  2. Zgadzam się z tym co napisałeś :) A zwłaszcza o tym dystansem do siebie. Wtedy zawsze jest wesoło :))

    http://recenzje-ksiazek-patricia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy oddany komentarz. Jest to dla mnie niezwykła motywacja do dalszego działania ;)