środa, 14 lutego 2018

(Chyba) pierwsza męska recenzja Vogue Polska!

Jak ja się cieszę, że chwila ta nastąpiła. Tyle czasu zastanawiania się i rozmyślania na temat polskiego wydania magazynu, który jest wzorcem światowej kultury. Doczekałem się! Trzymam w ręku XXI wiek zamknięty w ponad 350 stronach. Kto by pomyślał, że w istocie, niewielu kredowych kartkach znajde swoje szczęście ?


Wirtuoz modelingu i fotografi w jednym. Wszystko ozdobione cudownymi słowami rodowitych gwiazd, a wisienką na torcie cudowna i niepowtarzalna okładka. Taki właśnie jest pierwszy, Nasz, polski Vogue!

TREND, STYL, FILM, KSIĄŻKA, SZTUKA, HISTORIA, INSPIRACJA,  MODA- to jedne z wielu rzeczy, które znajdziecie w pierwszym numerze!

Czasopismo to nie należy do typowych miesięczników. Nie jest to prasa, którą się przegląda i odkłada.
Pewnie wielu z Was kojarzy jaką euforia budziła się na twarzach gdy można było potrzeć ręką o kartkę aby poczuć zapach nowego promowanego zapachu pewnej marki. Pamiętacie te radość i szukanie tylko tych stron, bo reszta wydawała się zbędna. Tak właśnie pisane są nie tylko gazetki reklamowe ale i polskie czasopisma. Wydawać by się mogło, że i tak będzie w tym przypadku! NIE MA OPCJI.

Nie wiem czy ja jestem na tyle wrażliwy czy ta „książka” to ze mną zrobiła. Każda strona  wywoływała we mnie euforię i cudowne doświadczenie zdobywanej wiedzy. Moja ciekawość była podobna do wspomnianej wcześniej „zapachowej strony”. Z jednym wyjątkiem. Tam czułem zapach. Tu czułem coś więcej. Nie tylko glebie ukazanego obrazu ale również smak, dźwięki, powiew wiatru. Wszystko to za sprawą wyobraźni. Pewnie uznacie, że jest szał na Vogue to pisze bzdety aby wzbudzić zainteresowanie. Oczywiście, że macie troszkę racji. W tym, że dzięki chwilowej „modzie” na Facebookach i instagramach przeczytacie mój wpis. Kupicie Vogue nie dla fejmu tylko dla doświadczeń, które ja przeżyłem. Nie mam nadzieji, że tak będzie, ja to wiem. Obojętność to słowo nieistniejące w słowniku redaktorów tego szaleństwa !

Dziś, jutro, za tydzień i za rok, może i o jeden dzień dłużej, będę wracał do tego numeru. Tu nie da się odkryć wszystkiego po pierwszym przeglądzie.

Pozdrawiam wszystkich i chciałbym z tego miejsca jakim jest mój skromny blog, podziękować wszystkim wplątanym w tworzenie mojej zadowolonej buźki!
Kłaniam się ! <3

czwartek, 11 stycznia 2018

Szczera, dobitna, nie zawsze rozważna i bardzo odważna czyli Maria Czubaszek - nienachalna z urody







Czy szczerość byłą kiedyś szanowana? Czy bycie sobą popłaca? Tych i wielu innych rzeczy dowiemy się z tej książki. Nie jest to zwykła biografia. Pfff to w ogóle nie jest biografia! To czysta prawda płynąca od starej, brzydkiej i "nienachalnej". Taka właśnie była Maria Czubaszek i mimo, że imię jak najbardziej święte, to ona już troszkę mniej. Jak każdy z nas.

Wydawać by się mogło, że kobieta pokroju Czubaszkowej musi mieć dostatnie i spokojne życie. Ubrana zawsze w golfik, sama nie malująca się skromna kobita. Co ona potrzebuje od życia. Tylko jedzenia i oczywiście papierosów, bo bez tego ani rusz. Czyżby? Maria daje nam wejść po części do swojego życia. Do posiłków w postaci parówek(nawet nie na ciepło), do swojego męża, z którym nawet nie śpi i do telewizji, z której wyciąga marne grosze na wspomniane wcześniej produkty żywnościowe. Szczerze powiedziawszy byłem w wielkim szoku kiedy dowiedziałem się, jak ta kobieta mało dostawała za udział w programie, napisanie tekstu do gazety, bądź prowadzenie bloga.

W dzisiejszych czasach jej popularność wzrosła. Sama to też napisała. I sama nie wie dlaczego. Głównym powodem mogłoby być to, że do osób starszych ma się większe zaufanie. Wiecie co? Sam nie wiem jak to się stało, jednak bardzo się cieszę, że mogłem ją poznać dzięki tej książce.

Teraz, chwilę po śmierci mówiono o niej jako o cudownej kobiecie, która zmieniła wiele poglądów na świecie, a na pewno w Polsce. Czy tak było zawsze? Oczywiście, że nie. Jej mowa o aborcji była najbardziej znienawidzoną przez ludzi wypowiedziom. I dlaczego? Jak sama pisze w swojej książce Maria, była po prostu szczera. Miała oszukiwać, ukrywać ciąże, zabić dziecko? Zrobiła coś zgodnie ze swoim sumieniem i potrafiła się do tego przyznać. I taka właśnie była. Szczera, prawdziwa, kontrowersyjna. Co do ostatniego to taka nie chciała być. Tak po prostu wyszło. Co jak co ale szczerość w dzisiejszych czasach jest kontrowersyjna. Bardziej niż wyłudzanie kasy przez Rydzyka. On przecież nie podjął się skrobanki prawda?

Jestem w wielkim szoku lekkiego pióra p Marii i jej świetnemu podejściu do życia. Mam nadzieję, że osób tak szczerych na świecie będzie więcej. Pozdrawiam Was serdecznie i jak najbardziej zachęcam do zapoznania się z tą książką. A ten kto czytał niech podzieli się w komentarzu jakie ma zdanie na ten temat :))

Janusze, stare baby i matki z dziećmi czyli co mnie wkur_ia w miejscu wczasowym?

Wiecie, ja już poczułem się jak wielki, prawowity, mieszkaniec Trójmiasta ( w końcu mieszkam tu już półtora miesiąca) ! Zawsze zastanawiałem się dlaczego wszyscy tak bardzo narzekają na turystów. Wieeeem, że Januszy wakacji trzeba tępić ale nie tylko o nich tu chodzi :D Dla Januszy powinien znaleźć się osobny post ;)


Nigdy nie potrafiłem uzyskać konkretnej odpowiedzi odnośnie tego co wkurza mieszkańców jeśli chodzi o ludzi przyjezdnych. Z własnych doświadczeń mogę już Wam powiedzieć. I mimo, że do nikogo nic nie mam to będąc nad morzem po prostu wkurwiam się na wszystkich wokół.

Dlaczego tak się dzieje?
Na pewno czasami też macie wielkiego lenia, nie chce się Wam wychodzić z domu i marzycie aby jedzenie zapukało do drzwi. Wybieracie wtedy swoją ulubioną knajpkę i zamawiacie żarcie. Tu postanowiłem pewnego dnia zrobić to samo. Co usłyszałem? Narazie mamy zbyt wiele zamówień i są one wstrzymane. Kurwa serio ?! Myślałem, że szlag mnie trafi. Nie dość, że byłem bardzo głodny to jeszcze nie mogłem zamówić sobie jedzenia z dobrej restauracji. Postanowiłem wybrać się na miasto mimo, że mój organizm mówił NIE. Poszedłem do drugiej knajpki, którą lubię. Zamówiłem sobie danie, które nie wymagało długiego czasu oczekiwania. Jak się okazało, czekałem na to jedzenie 40 min. Niestety, takie życie w Trójmieście w okresie sezonu, usłyszałem. A niech to szlag. Jebani turyści. Tak wtedy pomyślałem i wcale się tego nie wstydzę.

Druga sytuacja? Proszę bardzo!
Idę na plaże. W końcu pogoda dopisuje, a dodatkowo mam wolne w pracy. Mam ochotę na relaks słuchając szumu fal i opalając dupsko. Zabieram do plecaka koc i ręcznik w razie gdybym się kąpał. Idę! Mijam po drodze całe rodziny z dziećmi i bagażem większym niż mój cały dorobek. Wejście do plaży nr 68. Wchodzę, a tam co ? Totalna masakra. Mimo, że plaża ta jest bardzo szeroka i powinno być miejsce dla każdego, ciężko jest mi się przecisnąć między domostwami stworzonymi z parawanów. Ok, parawany są dobre! Dzieciaki nie nasypią ci piaskiem na łeb, wiatr mniej po karczychu wieje. Dla tych ludzi to nie delikatny "schron" tylko jebane ściany domostwa. Kuchnia, przedpokój, salon i pokój dla dzieci. Tak mniej więcej wygląda wnętrze tego bezdachowego domu. To właśnie 3 parawany tworzą te posiadłość. W nim znajduje się przedstawiciel stada Janusz, Hrabina Grażyna i Rozdarte dzieci (przyszłe Seby i Karyny). To stąd właśnie cały dorobek mijany na ulicach. Jakoś ten "dom" trzeba wyposażyć. Mówię Wam! Będąc na wakacjach mniej to wkurwia niż będąc mieszkańcem tego miejsca wczasowego.

To nie wszystko! Janusze, wieśniaki to jeszcze nic. Najlepsze są matki z dziećmi i stare babcie.

Idziesz na miasto, załóż glany. Dlaczego? Spacerując sobie chodnikiem, zostaniesz przejechany wózkiem z dzieckiem. Jak to się dzieje? Idzie sobie przed Wami kobieta i prowadzi wózek. Nagle uznaje, że chce zawrócić i robi to z takim impetem, że dostajesz torebką w jaja, kółka miażdzą ci palce u nóg i dostajesz jeszcze opierdol, że nie umiesz chodzić. Hmmmm, co tu dużo mówić, kobietom nie są pisane pojazdy dwuśladowe ;)
Stare babcie nie są lepsze. W kolejce do sklepu możesz stać cały dzień gdy nie będziesz umiał się odezwać. Będąc w biedronce, wiele razy słyszałem za plecami słowa starszych kobiet, że one powinny mieć pierwszeństwo w kolejce. Szkoda tylko, że w kolejce 9/10 osób to starsi ludzie.

Minusów jest wiele, naprawdę wiele. Ważne jest jednak to, że to morze. A ono jest niezastąpione. Mimo tych wszystkich minusów ciesze się, że tu mieszkam.

Tak króciutko na koniec. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób (jeśli ktoś to w ogóle przeczyta) będzie chciał mnie zlinczować. Proszę jednak podejść do tego z przymrużeniem oka bo takim trybem również pisałem tego posta. Pozdrawiam serdecznie Januszy, matki z dziećmi i starsze kobiety.

czwartek, 26 listopada 2015

Wolność słowa nie istnieje naprawdę!

Witajcie kochani. NA wstępnie chciałbym przeprosić za moją ciągłą nieobecność jednak zbliżająca się matura i egzaminy zawodowe nie dają mi spokoju. Zupełnie straciłem czas i chęci na czytanie książek dlatego postaram się Was do końca roku szkolnego zająć czym innym ;) Mam nadzieję, że sprostam własnemu zadaniu i nie walne gafy po raz kolejny.

Dostałem zadanie jakim było napisanie rozprawki z polskiego rozszerzonego. Z racji tego, że lubię pisać długie teksty, nie sprawiło mi to problemu. Chciałbym się z Wami tymi swoimi wypocinami podzielić i usłyszeć od Was na jaką ocenę lub ilość procentów mogę liczyć :)) Praca jest dość kontrowersyjna jak na prace maturalną ale co mi szkodzi- raz się żyję!

       Z każdym rokiem, w naszym otoczeniu przybywa "badaczy literatury". Ich przekonania co do opisanego tekstu muszą być na tyle efektowne, aby czytelnik nie był w stanie zadać jakiegokolwiek pytania. Teresa Walas, autorka "Ku otchłani" stwierdziła, że jest zbyt wielu ludzi odpowiedzialnych za interpretację danego tekstu. Kobieta uważa, że skutkiem tego są zbyt wyolbrzymione formy interpretacji. Jak wiadomo, każdy z nas może zrozumieć tekst inaczej. Nie ma w tym nic złego, jeżeli zachowujemy to dla siebie. Jednak zostanie udostępnionych wiele sprzecznych interpretacji, zaczyna się bój o to, kto jest najbliższy myśli autora. 

        Zastanowić się można nad tym, czy interpretacja cudzych utworów, ma jakikolwiek sens? Może każdy autor po napisaniu swojego utworu powinien wyjaśnić czytelnikowi, jaki przekaz niesie za sobą to co napisał. W gruncie rzeczy wydaje się to absurdalne. Po krótszych przemyśleniach można wywnioskować pewne pozytywy. Gdyby każdy autor na ostatniej stronie, opisał swoje odczucia i głębsze myśli, nie byłoby tych ciągłych "walk" interpretatorów.  Zanim odpowiem jednak na to pytanie konkretnie, wyjawię kilka informacji na dany temat.

       W dzisiejszych czasach, ucząc się w szkole średniej, wymagana jest od nas interpretacja tekstów źródłowych. Oczywiście jest to idealne rozwiązanie, aby obudzić w nas humanistycznego "demona". Dzięki temu, możemy pobudzić swój mózg do głębszego myślenia. Oprócz tego, nasza wyobraźnia zaczyna się z nami bawić i interpretujemy tekst, książkę, wiersz, film, po swojemu. Opisujemy nasze wyobrażenia z radością i przekonaniem. Oddajemy pracę i z utęsknieniem czekamy na (naszym zdaniem) bardzo dobrą ocenę. Radość i euforia słabną wraz z kartką- naszą pracą opadającą na ławkę. Widząc ocenę nie adekwatną do tego co napisaliśmy, podchodzimy czerwoni jak burak do biurka nauczyciela i pytamy :
"Dlaczego dostałem tak niską ocenę?"
Wnet nauczyciel, poddenerwowany naszym pytaniem odpowiada, że nasza interpretacja nie jest zgodna z kluczem egzaminacyjnym. Ziemia się pod nami rozstępuję! W poleceniu wyraźnie napisane było ----> Zinterpretuj <----. To w końcu mam to interpretować według siebie, czy nauczyć się interpretacji każdego człowieka, który maczał w tym palce? To nierealne wymaganie od nas jasnowidzenia w stylu "Co autor miał na myśli?", sprowadza się do " Jak interpretują to ludzie, których słowa ważniejsze są od innych". Czy musimy się na to wszystko godzić? Niestety nie mamy innego wyjścia z tej sytuacji. No chyba, że chcecie zbulwersować egzaminatora i nie zdać matury.

        Kolejnym z żałosnych przykładów również nie jest ukryty. Zapewne każdy wie kim była Wisława Szymborska. Autorka wielu wybitnych tekstów kultury, którymi wszyscy po jej śmierci zaczęli się bardziej fascynować. Powracając jednak do czasów, gdy autorka żyła i tworzyła coraz to nowe utwory, które zdobywały popularność w mgnieniu oka, można zauważyć pewien paradoks. Pewnego razu, Wisława Szymborska znalazła w sobie na tyle odwagi, aby podejść do testu na interpretacje jej własnego utworu. Jak się pewnie każdy domyśla, poszło jej fatalnie. Pomimo tego, że sama stworzyła utwór i wie co miała na myśli pisząc go, okazało się, że jej interpretacja jest sprzeczna ze zdaniem człowieka nie znającego jej nawet osobiście. Oszołomiona wynikiem powiedziała, że pisząc "dzieło" nie miała pojęcia jak jej słowa zostaną z interpretowane. Myślała, że napisała coś prostego, czytelnego dla wszystkich. Wyszło na to, że jakiś obcy człowiek, wie lepiej co sama autorka miała na myśli. 


            Przeraża mnie fakt, że mimo wolności słowa, mamy do czynienia z pewnym naruszeniem. Gdybyśmy mogli mówić i pisać co myślimy, nie potrzebni byliby ludzie "nad wyraz" inteligentni, którzy narzucają nam swoje zdanie. Można by rzec , że mieszkamy w wolnej Polsce. Czy na pewno tak jest? To zostawia wiele do myślenia. Cofamy się do czasów panowania cenzury, tylko w innym wydaniu. 

      Tak samo dzieję się na egzaminie zawodowym w technikum. Z racji obranego kierunku jakim jest gastronomia, oczekuje się od nas umiejętności organizowania imprez okolicznościowych. Właśnie takie zadanie dostałem na dostałem na egzaminie. Przy wyborze talerza głębokiego i łyżki stołowej średniej, do dość dziwnej zupy jaką jest "barszcz ukraiński z makaronem", okazało się, błędem. Przez cztery lata uczyłem się m.in. tego, że w talerzach głębokich podaje się każdą zupę z dodatkiem ( w tym przypadku makaron) podaje się w talerzach głębokich, a zupy kremy i czyste w bulionówkach. Od razu nasuwa mi się pytanie, dlaczego mój wybór jest błędny. Zamiast racjonalnego wytłumaczenia, dostałem odpowiedź porównującą z ciosem w twarz:
"Taka odpowiedź znajduje się w kluczu"

     Czy naprawdę w dzisiejszych czasach wszystko musi się opierać na klucznikach? Czy człowiek  nie może mieć własnego zdania? Czy musimy całe życie być w zamkniętym, ułożonym wcześniej schemacie? 
Moim odbiegającym zapewne od klucza zdaniem, osoby interpretujące tekst źródłowy i narzucającym nam swoje zdanie nie powinni tego robić. W końcu mimo narzekania na władzę wyższą, sami ograniczamy swoje słowa i myśli. Powinniśmy tworzyć wolną Polskę i indywidualizm w jednostce ludzkiej.



To by było na tyle. Dziękuję za uwagę!! :)) Całusy małe większe, mniejsze i duże :D

wtorek, 14 lipca 2015

Pierwsze starcie z "Top model"

Czy zastanawialiście się kiedyś jak wyglądają castingi do top model? Myśleliście o tym, aby się tam wybrać? Może macie pewne wątpliwości i chcielibyście dowiedzieć się co, jak i dlaczego? Zapraszam do przeczytania mojego streszczenia owego wydarzenia :)

Zacznę może od tego jak to się stało, że moja osoba zdecydowała się na ten medialny szum. Do wzięcia udziału w tym programie namówił mnie pewien kolega. Powiedział mi, że mam pewne predyspozycję i nie zaszkodzi mi spróbować własnych sił. Warto zaznaczyć, że byłem bardzo sceptycznie do tego wszystkiego nastawiony (gdzie ja, taki "wiochmen" pojadę do Warszawy i pokaże się w śród tych wszystkich pięknych osób). Jednak po kilku dniach stwierdziłem, że nie ma na co czekać tylko zacząć się pakować! I tak z dnia na dzień pojawiłem się w Warszawie :)


Moje podekscytowanie wzrosło wraz z 19 czerwca 2015 roku, kiedy to odbywały się castingi na Stadionie Narodowym. Nie mogłem uwierzyć, że właśnie stoję pod tym obiektem i czekam na cud. Miałem pewne obawy i zawahania, jednak  poznałem pewną przemiłą kobitkę w miejskim autobusie i to ona pomogła mi przezwyciężyć stres (jeśli to czytasz - pozdrawiam!).
Wybiła godzina 10 rano. Ludzie zbierali się coraz szybciej. Nim się obejrzałem, pojawili się ludzie TVN-u . Pełno kamer, kabli, nagłośnienia, mikrofonów itp. Nie wiedziałem jak się między tymi wszystkimi ludźmi odnaleźć. Usiadłem na skraju i czekałem, aż zaczniemy wchodzić na Stadion. Byłem zestresowany więc nie patrzyłem nawet na to co się dzieję. Naglę podeszła do mnie miła Pani z mikrofonem i poprosiła mnie o udzielenie wywiadu. Byłem w szoku! Postanowiłem się przełamać i poszedłem z nią na sam środek placu. W okół mnie, ludzie zebrali się w okręgu i obserwowali mnie z każdej strony. To było przerażające. Na szczęście szybko minęło to całe paraliżujące uczucie. "Pani" powiedziała mi żebym się nie stresował tylko uśmiechnął się. Dała mi wskazówki jak należy rozmawiać podczas wywiadu. Po jej wysłuchaniu, odniosłem się do jej zaleceń i skończyłem wywiad z uśmiechem na ustach ;) Po moim pierwszym kontakcie z kamerą i mikrofonem, nabrałem odwagi i dostałem wiatru w żagle. Wszystko ze mnie opadło i wiedziałem, że dam sobie radę!
Po kilkunastu minutach, znaleźliśmy się na stadionie. Oczywiście były kameralne próby wbiegania z krzykiem i rękoma w górze na Stadion. W końcu program musi wyglądać. Po tych wszystkich próbach wbiegania, wchodzenia, wychodzenia i tak w kółko, było już z górki... A może jednak nie ?


Na stadionie musieliśmy pójść pod pewien sektor i wziąć kwestionariusz do wypełnienia. Były to jakieś 4 strony jednak, nie wypełniało się tego cholernie długo. Oprócz podstawowych danych, należało napisać czy ma się jakieś strony internetowe, czy mamy jakieś traumatyczne wydarzenie za sobą i tego typu dość krępujące pytania. Jedni pisali co popadnie, drudzy, szczerze odpowiadali na pytania. Inni jednak kłamali tylko po to aby się wyróżniać. Kto jak woli :)) Należy podkreślić, że wypełnianie tej ankiety w  moim przypadku odbywała się na ziemi. Wydaję się Wam pewnie, że to nieludzkie. Ja jednak powiem ,że mnie to bardzo rozbawiło. Ta cała panika, ten bieg po kwestionariusz, te szaleńcze wypełnianie. Ten widok rozbawiłby nie jednego sztywniaka ;)

Po wypełnieniu ankiety, otrzymałem swój numerek, tasiemkę na rękę i "skierowanie" na zrobienie zdjęcia do dokumentu. Kolejka była spora jak się domyślacie. W końcu było nas prawie 500 osób! Zrobione zdjęcie zostało doczepione do mojej ankiety i zaczęło się czekanie. Czekanie na cud, aż Cię wywołają albo wezmą od Ciebie kartki i pójdziesz na casting. Wiele ludzi czekało pod samymi drzwiami, aby wepchać na siłę swoje dane. Ja stwierdziłem, że mnie czas nie goni, więc położyłem się na trawace i czekałem na zbawienie :D.  W trakcie mojego leżenia podchodziło do mnie wiele lokalnych gazet, telewizji, internetowych witryn itp. Wszystkim udzielałem wywiadu bez odrobiny stresu. Tak strasznie cieszyłem się takim zainteresowaniem. Nie można mówić o nudzie. W między czasie poznałem wiele ciekawych ludzi. Tych znanych i tych całkowicie odludnionych jak ja :)




Może się chwale ale codziennością nie jest porozmawianie sobie m.in z : Michałem Pirógiem, Joanną Krupą, Marcinem Tyszką, Dawidem Wolińskim, Kasią Sokołowską, Aleksandrą Żuraw, Mateuszem Magą, Bratem Osi, Bratem Rafała Maślaka itp... To w jaki sposób pokazują osobowości danych osób w TV nie może się równać z tym co sam doświadczyłem. Przyjęli Nas bardzo miło, z uśmiechem. Chętnie rozmawiali, pozowali do zdjęć. Atmosfera na Stadionie bardzo mi się podobała.  Dzięki temu, czas zleciał w miarę szybko. W końcu zabrali ode mnie ankietę. Byłem szczęśliwy, że lada moment zmierzę się z jury i dowiem się co w trawie piszczy...

Zawołali jednocześnie sześć osób do jednego pomieszczenia. Kazali nam stanąć na wyznaczonej linii oddalonej od stołu jurorskiego o jakieś 6 metrów. Staliśmy się obiektem oglądania przez 5 osobową komisję. Poczułem delikatny stresik. Każdy z Nas, kolejno miał wyjść przed szereg i powiedzieć coś o sobie. Dodatkowo "Oni" zadali kilka pytań i kazali przejść się bez koszulki w tę i z powrotem. Podziękowali i wyprosili nas na niecałą minutę aby się skonsultować. Gdy Nas zawołali okazało się, że akurat nikt z Naszej grupy nie przechodzi. Tym faktem się nie załamałem. Z uśmiechem szerokim na pół stadionu wyszedłem i ze znajomymi poznanymi na stadionie, poszliśmy to oblać.

Tak własnie skończył się pełen emocji dzień, który pozostanie w mojej pamięci na długo. Zaznaczam jednak, że pojawię się za rok i jeszcze raz spróbuję swoich sił. Nie nastawiam się na wygraną. Nastawiam się na dobrą zabawę, poznanie wiele wspaniałych ludzi i ciekawą przygodę po raz drugi!

Słowami zakończenia chciałbym wszystkich uświadomić, że nie ma czego się bać. Przyjdźcie, przekonajcie się. To nic nie kosztuję. No chyba, że cały dzień spędzony w miejscu castingu (Stadion opuściłem o 22:30 ). Pozdrawiam Wszystkich serdecznie, zapraszam do komentowania, dyskusji, swoich przeżyć jakże i swoich obaw. Na wszystkie pytania odpowiem :)) 3majcie się!!