sobota, 29 października 2016

Nowe wyzwanie

Siemanko! Dużo w moim życiu sie zmieniło, ja sie zmienilem. Z racji tego postanowiłem na nowo zacząć zabawę w blogowanie! Jeżeli ktoś chętny wiedzy na temat mojego rozpustnego życia zapraszamy na :
http://krysstover.blogspot.com/
To nowe oblicze Krystiana 😍 Pozdrawiam was serdecznie !

wtorek, 9 lutego 2016

Nowy ja !

Siemka. Jak się pewnie zastanawiacie, a może już nawet nie, co jest powodem mojej nieobecności na blogu. Ostatnio u mnie dzieję się bardzo dużo. Pracowałem, już nie pracuję. Brałem udział w sesjach zdjęciowych. Do tego należy dopisać zajęcia teatralne w Zielonej Górze oraz zbliżający się finał mistera roku w Krakowie :) Blog jest po części mną dlatego też nie mogę go usunąć. Z czasem będzie myślę więcej postów lecz tematyka bloga się troszkę, a nawet diametralnie zmieni. Nie będzie tutaj już recenzji książek (może czasami jakaś się ukaże). Teraz stawiam na modeling i aktorstwo. Tu potrzebny jest mi czas na coś zupełnie innego. Tym krótkim postem chciałbym Was zachęcić do dalszego śledzenia lub oddalenia swojej substrykcji wobec mojego konta. Z góry Was przepraszam, że musieliście tyle czekać na jakieś słowa wytłumaczenia. W następnym poście pochwale się wam jak wyglądała moja sesja, opisze też jak wygląda taka praca od kuchni. Myślę, że może to niektórych zainteresować. Dziękuję za wyrozumiałość i pozdrawiam serdecznie! Kocham Was!

czwartek, 26 listopada 2015

Wolność słowa nie istnieje naprawdę!

Witajcie kochani. NA wstępnie chciałbym przeprosić za moją ciągłą nieobecność jednak zbliżająca się matura i egzaminy zawodowe nie dają mi spokoju. Zupełnie straciłem czas i chęci na czytanie książek dlatego postaram się Was do końca roku szkolnego zająć czym innym ;) Mam nadzieję, że sprostam własnemu zadaniu i nie walne gafy po raz kolejny.

Dostałem zadanie jakim było napisanie rozprawki z polskiego rozszerzonego. Z racji tego, że lubię pisać długie teksty, nie sprawiło mi to problemu. Chciałbym się z Wami tymi swoimi wypocinami podzielić i usłyszeć od Was na jaką ocenę lub ilość procentów mogę liczyć :)) Praca jest dość kontrowersyjna jak na prace maturalną ale co mi szkodzi- raz się żyję!

       Z każdym rokiem, w naszym otoczeniu przybywa "badaczy literatury". Ich przekonania co do opisanego tekstu muszą być na tyle efektowne, aby czytelnik nie był w stanie zadać jakiegokolwiek pytania. Teresa Walas, autorka "Ku otchłani" stwierdziła, że jest zbyt wielu ludzi odpowiedzialnych za interpretację danego tekstu. Kobieta uważa, że skutkiem tego są zbyt wyolbrzymione formy interpretacji. Jak wiadomo, każdy z nas może zrozumieć tekst inaczej. Nie ma w tym nic złego, jeżeli zachowujemy to dla siebie. Jednak zostanie udostępnionych wiele sprzecznych interpretacji, zaczyna się bój o to, kto jest najbliższy myśli autora. 

        Zastanowić się można nad tym, czy interpretacja cudzych utworów, ma jakikolwiek sens? Może każdy autor po napisaniu swojego utworu powinien wyjaśnić czytelnikowi, jaki przekaz niesie za sobą to co napisał. W gruncie rzeczy wydaje się to absurdalne. Po krótszych przemyśleniach można wywnioskować pewne pozytywy. Gdyby każdy autor na ostatniej stronie, opisał swoje odczucia i głębsze myśli, nie byłoby tych ciągłych "walk" interpretatorów.  Zanim odpowiem jednak na to pytanie konkretnie, wyjawię kilka informacji na dany temat.

       W dzisiejszych czasach, ucząc się w szkole średniej, wymagana jest od nas interpretacja tekstów źródłowych. Oczywiście jest to idealne rozwiązanie, aby obudzić w nas humanistycznego "demona". Dzięki temu, możemy pobudzić swój mózg do głębszego myślenia. Oprócz tego, nasza wyobraźnia zaczyna się z nami bawić i interpretujemy tekst, książkę, wiersz, film, po swojemu. Opisujemy nasze wyobrażenia z radością i przekonaniem. Oddajemy pracę i z utęsknieniem czekamy na (naszym zdaniem) bardzo dobrą ocenę. Radość i euforia słabną wraz z kartką- naszą pracą opadającą na ławkę. Widząc ocenę nie adekwatną do tego co napisaliśmy, podchodzimy czerwoni jak burak do biurka nauczyciela i pytamy :
"Dlaczego dostałem tak niską ocenę?"
Wnet nauczyciel, poddenerwowany naszym pytaniem odpowiada, że nasza interpretacja nie jest zgodna z kluczem egzaminacyjnym. Ziemia się pod nami rozstępuję! W poleceniu wyraźnie napisane było ----> Zinterpretuj <----. To w końcu mam to interpretować według siebie, czy nauczyć się interpretacji każdego człowieka, który maczał w tym palce? To nierealne wymaganie od nas jasnowidzenia w stylu "Co autor miał na myśli?", sprowadza się do " Jak interpretują to ludzie, których słowa ważniejsze są od innych". Czy musimy się na to wszystko godzić? Niestety nie mamy innego wyjścia z tej sytuacji. No chyba, że chcecie zbulwersować egzaminatora i nie zdać matury.

        Kolejnym z żałosnych przykładów również nie jest ukryty. Zapewne każdy wie kim była Wisława Szymborska. Autorka wielu wybitnych tekstów kultury, którymi wszyscy po jej śmierci zaczęli się bardziej fascynować. Powracając jednak do czasów, gdy autorka żyła i tworzyła coraz to nowe utwory, które zdobywały popularność w mgnieniu oka, można zauważyć pewien paradoks. Pewnego razu, Wisława Szymborska znalazła w sobie na tyle odwagi, aby podejść do testu na interpretacje jej własnego utworu. Jak się pewnie każdy domyśla, poszło jej fatalnie. Pomimo tego, że sama stworzyła utwór i wie co miała na myśli pisząc go, okazało się, że jej interpretacja jest sprzeczna ze zdaniem człowieka nie znającego jej nawet osobiście. Oszołomiona wynikiem powiedziała, że pisząc "dzieło" nie miała pojęcia jak jej słowa zostaną z interpretowane. Myślała, że napisała coś prostego, czytelnego dla wszystkich. Wyszło na to, że jakiś obcy człowiek, wie lepiej co sama autorka miała na myśli. 


            Przeraża mnie fakt, że mimo wolności słowa, mamy do czynienia z pewnym naruszeniem. Gdybyśmy mogli mówić i pisać co myślimy, nie potrzebni byliby ludzie "nad wyraz" inteligentni, którzy narzucają nam swoje zdanie. Można by rzec , że mieszkamy w wolnej Polsce. Czy na pewno tak jest? To zostawia wiele do myślenia. Cofamy się do czasów panowania cenzury, tylko w innym wydaniu. 

      Tak samo dzieję się na egzaminie zawodowym w technikum. Z racji obranego kierunku jakim jest gastronomia, oczekuje się od nas umiejętności organizowania imprez okolicznościowych. Właśnie takie zadanie dostałem na dostałem na egzaminie. Przy wyborze talerza głębokiego i łyżki stołowej średniej, do dość dziwnej zupy jaką jest "barszcz ukraiński z makaronem", okazało się, błędem. Przez cztery lata uczyłem się m.in. tego, że w talerzach głębokich podaje się każdą zupę z dodatkiem ( w tym przypadku makaron) podaje się w talerzach głębokich, a zupy kremy i czyste w bulionówkach. Od razu nasuwa mi się pytanie, dlaczego mój wybór jest błędny. Zamiast racjonalnego wytłumaczenia, dostałem odpowiedź porównującą z ciosem w twarz:
"Taka odpowiedź znajduje się w kluczu"

     Czy naprawdę w dzisiejszych czasach wszystko musi się opierać na klucznikach? Czy człowiek  nie może mieć własnego zdania? Czy musimy całe życie być w zamkniętym, ułożonym wcześniej schemacie? 
Moim odbiegającym zapewne od klucza zdaniem, osoby interpretujące tekst źródłowy i narzucającym nam swoje zdanie nie powinni tego robić. W końcu mimo narzekania na władzę wyższą, sami ograniczamy swoje słowa i myśli. Powinniśmy tworzyć wolną Polskę i indywidualizm w jednostce ludzkiej.



To by było na tyle. Dziękuję za uwagę!! :)) Całusy małe większe, mniejsze i duże :D

wtorek, 14 lipca 2015

Pierwsze starcie z "Top model"

Czy zastanawialiście się kiedyś jak wyglądają castingi do top model? Myśleliście o tym, aby się tam wybrać? Może macie pewne wątpliwości i chcielibyście dowiedzieć się co, jak i dlaczego? Zapraszam do przeczytania mojego streszczenia owego wydarzenia :)

Zacznę może od tego jak to się stało, że moja osoba zdecydowała się na ten medialny szum. Do wzięcia udziału w tym programie namówił mnie pewien kolega. Powiedział mi, że mam pewne predyspozycję i nie zaszkodzi mi spróbować własnych sił. Warto zaznaczyć, że byłem bardzo sceptycznie do tego wszystkiego nastawiony (gdzie ja, taki "wiochmen" pojadę do Warszawy i pokaże się w śród tych wszystkich pięknych osób). Jednak po kilku dniach stwierdziłem, że nie ma na co czekać tylko zacząć się pakować! I tak z dnia na dzień pojawiłem się w Warszawie :)


Moje podekscytowanie wzrosło wraz z 19 czerwca 2015 roku, kiedy to odbywały się castingi na Stadionie Narodowym. Nie mogłem uwierzyć, że właśnie stoję pod tym obiektem i czekam na cud. Miałem pewne obawy i zawahania, jednak  poznałem pewną przemiłą kobitkę w miejskim autobusie i to ona pomogła mi przezwyciężyć stres (jeśli to czytasz - pozdrawiam!).
Wybiła godzina 10 rano. Ludzie zbierali się coraz szybciej. Nim się obejrzałem, pojawili się ludzie TVN-u . Pełno kamer, kabli, nagłośnienia, mikrofonów itp. Nie wiedziałem jak się między tymi wszystkimi ludźmi odnaleźć. Usiadłem na skraju i czekałem, aż zaczniemy wchodzić na Stadion. Byłem zestresowany więc nie patrzyłem nawet na to co się dzieję. Naglę podeszła do mnie miła Pani z mikrofonem i poprosiła mnie o udzielenie wywiadu. Byłem w szoku! Postanowiłem się przełamać i poszedłem z nią na sam środek placu. W okół mnie, ludzie zebrali się w okręgu i obserwowali mnie z każdej strony. To było przerażające. Na szczęście szybko minęło to całe paraliżujące uczucie. "Pani" powiedziała mi żebym się nie stresował tylko uśmiechnął się. Dała mi wskazówki jak należy rozmawiać podczas wywiadu. Po jej wysłuchaniu, odniosłem się do jej zaleceń i skończyłem wywiad z uśmiechem na ustach ;) Po moim pierwszym kontakcie z kamerą i mikrofonem, nabrałem odwagi i dostałem wiatru w żagle. Wszystko ze mnie opadło i wiedziałem, że dam sobie radę!
Po kilkunastu minutach, znaleźliśmy się na stadionie. Oczywiście były kameralne próby wbiegania z krzykiem i rękoma w górze na Stadion. W końcu program musi wyglądać. Po tych wszystkich próbach wbiegania, wchodzenia, wychodzenia i tak w kółko, było już z górki... A może jednak nie ?


Na stadionie musieliśmy pójść pod pewien sektor i wziąć kwestionariusz do wypełnienia. Były to jakieś 4 strony jednak, nie wypełniało się tego cholernie długo. Oprócz podstawowych danych, należało napisać czy ma się jakieś strony internetowe, czy mamy jakieś traumatyczne wydarzenie za sobą i tego typu dość krępujące pytania. Jedni pisali co popadnie, drudzy, szczerze odpowiadali na pytania. Inni jednak kłamali tylko po to aby się wyróżniać. Kto jak woli :)) Należy podkreślić, że wypełnianie tej ankiety w  moim przypadku odbywała się na ziemi. Wydaję się Wam pewnie, że to nieludzkie. Ja jednak powiem ,że mnie to bardzo rozbawiło. Ta cała panika, ten bieg po kwestionariusz, te szaleńcze wypełnianie. Ten widok rozbawiłby nie jednego sztywniaka ;)

Po wypełnieniu ankiety, otrzymałem swój numerek, tasiemkę na rękę i "skierowanie" na zrobienie zdjęcia do dokumentu. Kolejka była spora jak się domyślacie. W końcu było nas prawie 500 osób! Zrobione zdjęcie zostało doczepione do mojej ankiety i zaczęło się czekanie. Czekanie na cud, aż Cię wywołają albo wezmą od Ciebie kartki i pójdziesz na casting. Wiele ludzi czekało pod samymi drzwiami, aby wepchać na siłę swoje dane. Ja stwierdziłem, że mnie czas nie goni, więc położyłem się na trawace i czekałem na zbawienie :D.  W trakcie mojego leżenia podchodziło do mnie wiele lokalnych gazet, telewizji, internetowych witryn itp. Wszystkim udzielałem wywiadu bez odrobiny stresu. Tak strasznie cieszyłem się takim zainteresowaniem. Nie można mówić o nudzie. W między czasie poznałem wiele ciekawych ludzi. Tych znanych i tych całkowicie odludnionych jak ja :)




Może się chwale ale codziennością nie jest porozmawianie sobie m.in z : Michałem Pirógiem, Joanną Krupą, Marcinem Tyszką, Dawidem Wolińskim, Kasią Sokołowską, Aleksandrą Żuraw, Mateuszem Magą, Bratem Osi, Bratem Rafała Maślaka itp... To w jaki sposób pokazują osobowości danych osób w TV nie może się równać z tym co sam doświadczyłem. Przyjęli Nas bardzo miło, z uśmiechem. Chętnie rozmawiali, pozowali do zdjęć. Atmosfera na Stadionie bardzo mi się podobała.  Dzięki temu, czas zleciał w miarę szybko. W końcu zabrali ode mnie ankietę. Byłem szczęśliwy, że lada moment zmierzę się z jury i dowiem się co w trawie piszczy...

Zawołali jednocześnie sześć osób do jednego pomieszczenia. Kazali nam stanąć na wyznaczonej linii oddalonej od stołu jurorskiego o jakieś 6 metrów. Staliśmy się obiektem oglądania przez 5 osobową komisję. Poczułem delikatny stresik. Każdy z Nas, kolejno miał wyjść przed szereg i powiedzieć coś o sobie. Dodatkowo "Oni" zadali kilka pytań i kazali przejść się bez koszulki w tę i z powrotem. Podziękowali i wyprosili nas na niecałą minutę aby się skonsultować. Gdy Nas zawołali okazało się, że akurat nikt z Naszej grupy nie przechodzi. Tym faktem się nie załamałem. Z uśmiechem szerokim na pół stadionu wyszedłem i ze znajomymi poznanymi na stadionie, poszliśmy to oblać.

Tak własnie skończył się pełen emocji dzień, który pozostanie w mojej pamięci na długo. Zaznaczam jednak, że pojawię się za rok i jeszcze raz spróbuję swoich sił. Nie nastawiam się na wygraną. Nastawiam się na dobrą zabawę, poznanie wiele wspaniałych ludzi i ciekawą przygodę po raz drugi!

Słowami zakończenia chciałbym wszystkich uświadomić, że nie ma czego się bać. Przyjdźcie, przekonajcie się. To nic nie kosztuję. No chyba, że cały dzień spędzony w miejscu castingu (Stadion opuściłem o 22:30 ). Pozdrawiam Wszystkich serdecznie, zapraszam do komentowania, dyskusji, swoich przeżyć jakże i swoich obaw. Na wszystkie pytania odpowiem :)) 3majcie się!!


niedziela, 1 marca 2015

"Ramy sramy", "Moc kosy" i inne takie - czyli jak zagadać nauczyciela.

Z racji kończących się ferii postanowiłem napisać tekst o tym, w jaki sposób zagadać nauczyciela na lekcji. Nie raz odczuwaliście stan, kiedy mieliście już dość tematu lekcji i chcielibyście porozmawiać na jakiś luźny temat, pośmiać się i zrobić coś destrukcyjnego. Spokojnie, znam sposoby na to, aby lekcja w skrajnych przypadkach tak właśnie wyglądała :)

#Oderwij skorupę żółwia z twarzy nauczyciela.
W tym punkcie mam na myśli powodowanie sytuacji, w której ujrzymy prawdziwe oblicze swojego nauczyciela. Warto zobaczyć co owego śmieszy, bawi, denerwuję, a co powoduję smutek i współczucie. Od tego własnie należy zacząć aby wiedzieć w jaki sposób odnosić się do danej osoby.
W końcu są różne typy nauczycieli o czym jak będziecie chcieli, napiszę w kolejnym poście :)
Wracając jednak do tematu, czas zająć się dalszą częścią mojego "projektu"

#Śmiech to zdrowie, czy jakoś tak.
Patrząc na moją sytuację w szkole i klasie, najważniejsze jest to aby było zabawnie. Nie chodzi mi jednak o ubliżaniu i poniżaniu nauczyciela. Wiem, to może być zabawne ale do czasu. Warto postawić na dość inteligentny sposób żartu. Nie wystarczy jednak opowiadać dowcipy. W tym przypadku trzeba się nieco wysilić :)) Jak wspomniałem wcześniej, musimy poznać nauczyciela, dlatego też używać należy takich tekstów, opowiadać i przykładów z życia, które ukażą banana na kamiennej twarzy zagorzałego fizyka.

#Przedmiot pomocną dłonią w wyborze  sposobu rozdrażniania.
W związku z tym, że w szkole obecnie jest wiele przedmiotów, warto dostrzec w nich pozytywne aspekty i użyć ich jako broni w czasie zagadywania. Z racji mojego zawodu (gastronomia), miewam nawet 4 godziny pod rząd z jednym nauczycielem/wychowawcą. Gdyby tego było mało, okazuje się, że będziemy mówić o tym samym bo przedmiot jest taki sam. No i co tu zrobić? Warto zacząć opowiadanie swoich przypadków związanych z zepsutym jedzeniem kupionym w sklepie, o szybkim zepsuciu się mleka w lodówce... Sposobów jest wiele, wierze w to, że Wasza wyobraźnia nie zawodzi w tym przypadku :)

#Robienie z siebie błazna też potrzebne.
Nie mówię od razu, aby nauczyciele zobaczyli, że jesteście niewartościowymi ludźmi. Nie w tym rzecz. Gdy już się jednak poznacie i jesteś uznawany za dość dobrą, koleżeńską i sratatam osobą, warto czasami pokazać, że ma się do siebie dystans. Nie wiem jak wy, ale ja korzystam na tym często. Klasa oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że jakich głupot bym nie mówił, jest to tylko prowokacją aby minęła lekcja. Dlatego też, wiedzą, że nie jestem głupi tylko po prostu chce aby lekcja minęła. Są pewni mi nawet wdzięczni za to, że mogli sobie spokojnie pogadać i się pośmiać.

#Co za dużo to nie zdrowo
Faktem jest, że na takiej lekcji robi się bardzo miło i przyjemnie, jednak czy chcemy nic nie wynieść z lekcji? Warto się czegoś nauczyć! To jest nam potrzebne, bo w końcu w kim leży przyszłość świata. Właśnie w Nas! Wiem. Może moje podejście jest zbyt skrajne, ale wyobraźcie sobie co dzięki naszej nauce możemy osiągnąć :)


#Podsumowując
Gdy mamy już dość, a z Naszego mózgu powstaje jajecznica, warto zrobić coś co pomoże nam przetrwać ten dzień. Należy jednak używać tych sposobów w granicach przyzwoitości. Trzeba pokazać nauczycielowi, że też mamy umiar w Naszych żartach.

A wy, macie jakieś sposoby na to, aby lekcje nie przytłaczały swoimi tematami? Jeżeli tak to podzielcie się! Czekam i liczę na Was! Pozdrawiam :))